Szukaj
  • Michał

Moduły RF do aparatur - co wybrać?

Zaktualizowano: 27 mar

Wybraliśmy nasze centrum sterowania w postaci aparatury, to wybierzmy jeszcze odpowiedni standard dla naszego połączenia aparatury z dronem… Jak wspomniałem w części drugiej naszego małego felietonu „Jak wlecieć w świat FPV”, mądrze wybierając aparaturę, nie jesteśmy skazani tylko na standardowy moduł RF.


Chcemy aby nasze połączenie z dronem miało możliwie najmniejsze opóźnienia, dawało nam możliwość wykonywania lotów przynajmniej do kilku kilometrów, najlepiej z łatwo dostępnymi odbiornikami w rozsądnej cenie…


Mówiąc o szybkości połączenia w poniższym opisie, mówimy o opóźnieniach w przesyłaniu pakietów danych pomiędzy modułem nadawczym w naszej aparaturze a odbiornikiem zamontowanym w dronie czy samolocie. Różnica pomiędzy najwolniejszym i najszybszym połączeniem sięga kilkudziesięciu …milisekund [ms].


To chyba żadna różnica – mógłby ktoś zauważyć. I owszem, różnica pomiędzy 8ms a 12ms nie jest zauważalna dla 90% droniarzy. Jeśli ktoś ściga się jednak na poziomie światowym, to może mu to zrobić różnicę. W końcu różnica ta sięga 33%! Z autopsji mogę dodać, że przesiadki z TBS Crossfire (ustawionego na 150Hz) na ExpressLRS (500Hz) nie odczułem w kontekście szybkości połączenia. Ale powrót do Crossfire po ExpressLRS już jakby odrobinę dał się odczuć. Coś było nie tak. Choć ciężko to nazwać znaczącą różnicą. Nie biorę jednak udziału w wyścigach, a jedynie w radosnym freestyle’u. Być może różnica wynikała z faktu, że zwyczajnie wyciągnąłem z drona odbiornik ExpressLRS z którym „dopieszczałem” ustawienia PID i filtrów oraz co ważniejsze ustawienia „smoothing”.


Jednak opóźnienie rzędu 40ms pomiędzy odbiornikiem a nadajnikiem podczas lotu dronem z prędkością 100km/h pomiędzy przeszkodami + opóźnienie w czasie reakcji pilota + opóźnienie systemu FPV (pomiędzy odbiornikiem w goglach, które przetwarzają obraz z kamery, która również może mieć opóźnienie kilku, a nawet kilkunastu ms a nadajnikiem wideo w dronie) = szukanie po okolicy pozostałości z naszego drona.


A czy zasięg kilku kilometrów wystarczy? Mówiąc o zasięgu, przyjmijmy, że rozważamy zasięg praktyczny. W środowisku, w którym latamy z przeszkodami, a nie teoretyczny zasięg podawany przez producentów, zmierzony w warunkach wręcz laboratoryjnych. Myślę, że rozważając latanie na TBS Crossfire 868MHz czy którykolwiek moduł ExpressLRS 2.4GHz temat zasięgu można pominąć. Jest on wystarczający dla 99% użytkowników FPV. Jeśli Twój dron z jednym z tych systemów ma problem z lotem na odległość 1km, to ewidentnie wina leży po stronie użytkownika. Np. mechaniczne uszkodzenia anten, przewodów, odbiorników, źle ustawiony moduł czy antena zamontowana w wyjątkowo nieodpowiednim miejscu, przez co narażona jest na zakłócenia itp.


Wróćmy jednak do dzisiejszego głównego tematu - na jaki moduł się zdecydować?


W poprzednim artykule wyjaśniliśmy pobieżnie różnice pomiędzy dostępnymi dla droniarzy częstotliwościami, które stosuje się w najpopularniejszych modułach nadawczych. Możemy więc bardziej świadomie wybrać coś spośród kilku łatwo dostępnych i godnych polecenia rozwiązań dla każdej częstotliwości:

Zdjęcia ze strony sklepu internetowego DragonLink: www.fpvpro.com/dragon-link-complete-systems

DragonLink - stworzony został dla częstotliwości 433MHz, a od jakiegoś czasu również 915/868MHz – tutaj dwie osoby na częstotliwości 433MHz to już tłum. Latamy tzw. long range. Osiągnięcie zasięgu 200km nie jest żadnym wyzwaniem dla tej technologii (jedynie dla operatora i jego maszyny). Stąd też mniejsza popularność tego rozwiązania, bo i pilotów decydujących się na takie wyprawy nie jest bardzo dużo. Bo chcąc latać na tak duże odległości należy się odpowiednio przygotować. Poznać teren nad którym się będzie leciało. Uzyskać wymagane pozwolenia na przelot. Prześledzić mapy wiatrów, ukształtowanie terenu. Nie mówiąc już o przygotowaniu modelu, który ma pokonać taki dystans. Dodatkowo musimy pamiętać o policzeniu zasilania z odpowiednim zapasem na ewentualny lot pod wiatr itp. To naprawdę dużo pracy i nauki nie tylko ściśle związanej z modelarstwem.


DragonLink nadaje się właściwie tylko do latania na naprawdę duże odległości i zdecydowanie lepiej pasuje do samolotów niż kopterów. Nie bez powodu DragonLink ma w swojej ofercie specjalne filtry do zastosowania w VTX czy tzw. boostery sygnału wideo. Używanie takiego rozwiązania w małym dronie FPV, to jak polowanie z bazooką na komara.


Najnowsze nadajniki DragonLink obsługują również 915/868MHz, ale powiedzmy sobie szczerze, odbiornik o wymiarach 60mm x 22mm i 15mm grubości, to nie jest coś co bez problemu zmieścimy w małym droniku, pomimo dopisku „micro” w nazwie. Samo połączenie jest też wolniejsze od pozostałych modułów, które będziemy omawiać. Wolniejsze, ale o zdecydowanie najlepszej penetracji przez przeszkody i największym zasięgu. Kompletny system DragonLink z jednym odbiornikiem, to koszt ok 340$, a sam odbiornik ok 100$. Tu już widać, że są narzędzia do konkretnych zastosowań. Pomimo rozmiarów i ceny nie powierzyłbym drogiego modelu samolotu, nad którym pracowałem przez cały rok i przygotowywałem do lotów na dystanse 20, 50 czy ponad 100km pod kontrolę żadnego innego systemu.


Mimo kilku przygód z samolotami RC, to jednak w chwili obecnej jestem w 99% „droniarzem”. Pozostały 1% to niewielkie skrzydło, w którym należy wymienić odbiornik więc może DragonLink... No może kiedyś...


Więcej o samym DragoLink znajdziecie na stronie producenta: www.dragonlinkrc.com


W związku z wąską specjalizacją hobby, którą osobiście się zajmuję, bardziej skupimy się na pozostałych dostępnych rozwiązaniach.


TBS Crossfire, FrSky R9 i Express LRS 868MHz – to najbardziej popularne w tej chwili moduły stworzone z myślą o częstotliwości 868MHz. Można uzyskać naprawdę spory zasięg nie tracąc przy tym komfortu szybkiego połączenia tak przecież pożądanego przez droniarzy. Ciągle jeszcze przy tej częstotliwości dobra penetracja przeszkód sprawia, że komfortowo można latać po budynkach czy gęsto zarośniętym terenie. Zdecydowanie mniejsze anteny niż dla częstotliwości 433MHz można z łatwością zamontować w dronie nawet 3 calowym, mieszczącym się na dłoni, choć przy takim kopterku antena wygląda na za dużą. Nie są na tyle małe, aby wyglądało to estetycznie w takim droniku, a i w 5 calowym anteny są narażone na uszkodzenie znacznie bardziej niż anteny systemu 2.4GHz.

Mam nadzieję, że fani któregokolwiek z przedstawionych rozwiązań nie obrażą się za zestawienie ich obok siebie. Przecież każdy z tych systemów jest najlepszy i nie warto wspominać o reszcie ;)


TBS Crossfire to kompleksowe rozwiązanie, komercyjne, tworzące cały ekosystem wraz z nadajnikami wideo – tzw. VTX – oraz modułem odbiorczym wideo do gogli. Crossfire wydaje się w tej kategorii najrozsądniejszym wyborem. Rozsądna cena za jakość jaką oferuje TBS oraz możliwości jakie daje Crossfire sprawia, że większość pilotów FPV myślących o rozszerzeniu możliwości swojej aparatury o dodatkowy moduł najczęściej kieruje się właśnie w stronę TBS – Team Black Sheep – serious TOYS – jak sami się reklamują. System rozwijany od wielu lat z bieżącymi aktualizacjami, to coś co wszyscy lubimy. Mamy poczucie, że ktoś ciągle pracuje nad ulepszeniem naszego sprzętu. Pomysł na hardware tego systemu jest genialny. Od początku istnienia niemal się nie zmienił, poza dodatkowymi modułami aby dopasować się do nowych standardów mocowania w aparaturach. Jednak same możliwości pierwszego modułu jaki został wypuszczony na rynek przez TBS zostały rozszerzone już kilkukrotnie. Zdecydowanie świadczy to o przemyślanej konstrukcji, również od strony biznesowej.


Mamy więc dostępne moduły TBS Crossfire TX i TX Lite – różniące się tylko tym, że ten pierwszy ma wbudowany bluetooth, oba natomiast posiadają moduł wifi. Mogą pracować z mocą do 2W po podpięciu zewnętrznego zasilania bezpośrednio do modułu crossfire. Te dwa największe moduły różni od pozostałych również wbudowany ekran i mały joystick, za pomocą którego możemy dokonywać wszelkich ustawień zarówno samego modułu jak i odbiornika czy wideo transmitera (vtx musi być również firmowany przez TBS i być połączony do odbiornika csrossfire zamiast standardowego SmartAudio). Ponadto posiadają dodatkowe gniazda, które wraz z możliwością wprowadzania ustawień wbudowanym manipulatorem, zapewniają możliwość podpięcia do aparatur Futaba czy Graupner oraz przez standard PWM. W aparaturach pracujących na systemie OpenTX/EdgeTX moduł wpinamy w gniazdo JR a funkcję ekranu możemy zastąpić za pomocą LUA script:


I odpowiednik tego menu w module Crossfire TX Lite:


Jednak większy moduł (TBS Crossfire TX i TX Lite) z wyświetlaczem, to jeszcze kilka innych funkcji:


Pozostałe moduły serii Crossfire, to nieco mniejsze wersje, niewiele ustępujące dwóm poprzednim. Moduły micro i nano różni jedynie standard mocowania. Micro do gniazda JR, Nano do gniazda JR Slim. Ich moc została ograniczona do 500mW i nie posiadają ekranu, a jedynie przycisk służący do bindowania z odbiornikiem i potwierdzenia/zaakceptowania jego aktualizacji.

Dobrodziejstwo systemu Crossfire, to nie tylko solidne połączenie z naszym dronem, ale również prostota użytkowania.

Pomimo iż nie wykonuję lotów tzw. LongRange, to posiadam moduł TX Lite do 2W, ale również TX micro do 500mW. Użytkowałem je z powodzeniem przez kilka lat i nigdy nie zawiodły. Ba, najmniejszy moduł 500mW pozostawia mi większą niż wymagam granicę bezpieczeństwa jeśli chodzi o zasięg. Na 100mW nigdy nie miałem problemu czy to w budynkach, gęsto zarośniętym terenie czy na dystansie ok 3km – większych odległości nie pokonuję. Jeśli nie planujecie wyprawiać swojej maszyny na naprawdę duże odległości, jeden z mniejszych modułów będzie więcej niż wystarczający. A mają one jeszcze jedną zaletę, oba można - za pomocą dostępnych w sklepie producenta, zestawów – przerobić na inny standard mocowania. Micro na Nano i vice versa.

Warto jeszcze wspomnieć, że jeśli latamy po okolicy w niewielkiej odległości, to Crossfire oferuje transfer pakietów na poziomie 150Hz, podczas gdy na większe odległości można ustawić 50Hz.


FrSky R9M. Używałem, nie narzekałem, aż przesiadłem się na TBS Crossfire – z ciekawości. To bardzo dobry hardware z pozostawiającą wiele do życzenia stroną programową. Jednak R9M znalazł się tutaj nie przypadkowo. Od czego przecież mamy entuzjastów, którzy na co dzień parają się zawodami dającymi im możliwość udoskonalać i rozwijać nasze hobby. Tak powstał ExpressLRS. Open source’owy projekt, który świetnie się spisuje m.in. w module od FrSky’a – R9M.

Sam FrSky w swojej oryginalnej wersji daje nam znaczną poprawę zasięgu w porównaniu do standardowego systemu jaki dostajemy z aparaturą. Na dzisiejsze standardy i dostępne na rynku rozwiązania konkurencji, to jednak za mało. Dostajemy również kiepsko dostrojone anteny do wymaganej częstotliwości 868MHz oraz całą masę różnej wersji firmware’u, w którym czasem ciężko się odnaleźć.


R9M występuje w kilku wersjach ze standardem mocowania w gnieździe JR:

  • R9M (w pierwszej wersji w czarnej obudowie, a następnie w czerwonej)

  • R9M 2019 – oryginalnie przeznaczony do pracy z aparaturami od FrSky obsługującymi fantastyczny i jedyny słuszny wg. FrSky standard ACCESS

  • Oraz z mocowaniem JR slim: R9M Lite Pro i R9M Lite.


Istotniejsze jest jednak, który z modułów nadaje się do zaadoptowania dla ExpressLRS. Aktualne informacje na ten temat, znajdziecie tutaj w sekcji „Supported Hardware”. Są tam również wymienione odbiorniki, które współpracują z ELRS.


Na życzenie możemy również przeprowadzić modyfikację powyższych modułów w celu zwiększenia ich mocy czy przystosowania do pracy z pełną prędkością jaką oferuje ExpressLRS. Jeśli jesteś zainteresowany daj nam znać.


ExpressLRS zdobywa coraz większą popularność ze względu na oprogramowanie open source, tanie odbiorniki i nadajniki, a nawet dostępną dokumentację do samodzielnego złożenia odbiornika i nadajnika. Możliwość zaadoptowania kolejnego dostępnego na rynku hardware’u może się więc zmieniać.


Jako ciekawostkę w temacie ELRS polecam obejrzeć wywiad z jednym z twórców ExpressLRS, w którym opowiada m.in. o tym jak i dlaczego powstał ten system.


Dostępne są również rozwiązania innych producentów, którzy zaadoptowali ELRS i produkują własny hardware: HappyModel, BetaFPV, Namimno czy HGLRC. Oferują najczęściej moduły zarówno w standardzie 868MHz/915MHz jak i 2.4GHz.

Co istotne, to niezależnie jaki odbiornik posiadamy, jeśli może współpracować z ExpressLRS, to możemy użyć dowolnego dostępnego nadajnika. Ważne aby oczywiście pracował w tej samej częstotliwości.


Osobiście użytkując solidnego Crossfire’a nie widziałem powodu aby inwestować w kolejny system. Ale zachęcony obietnicami o szybkości ELRS i „niesamowitym” wręcz zasięgu, odkurzyłem stary moduł R9M oraz odbiorniki i… Hej, to działa! Po kilku tygodniach cztery ze swoich dronów wyposażyłem w ELRS zaimplementowany w system R9M 2019/R9mm. Bez modyfikacji modułu nadawczego pozwalającego na montaż wentylatora R9M działa z maksymalną mocą 200mW i prędkością do 200Hz. Pomimo wczesnego stadium projektu ELRS byłem zaskoczony osiągami. Euforia przyszła jednak nieco później…


Przechodząc do kategorii 2.4GHz mamy jeszcze większy wybór. Znalazł się tu również TBS i jego „Tracer”, ale przy całej sympatii dla Crossfire, to rozwiązaniu z teamu czarnej owieczki na razie mówimy NIE. Najmniejszy zasięg, najdroższe odbiorniki… Jest potencjał, ale jeszcze nie wykorzystany. I TBS raczej nie może do końca rozwinąć Tracer’a, bo zrobiłby konkurencję dla swojego Crossfire’a.


Wspomnieliśmy już o Tracer, to przejdźmy do właściwych konkurentów w tym segmencie.

Standardy są tak naprawdę dwa: ImmersionRC GHOST i ExpressLRS. Charakteryzują się najmniejszymi opóźnieniami. Doskonałe do wyścigów, ale również świetnie sprawdzają się w tzw. freestyle’u czy nawet wypadach na większe odległości, szczególnie w przypadku ExpressLRS. Jak duże? Zobaczcie sami tutaj.


A tutaj można sprawdzić jakie użytkownicy osiągają wyniki.


Na początek ciekawostka: ImmersionRC oferuje również możliwość utworzenia systemu działającego w częstotliwości do wyboru od 140MHz do 1GHz. Moduły oczywiście na zamówienie i to raczej nie indywidualne.


ImmersionRC Ghost – projekt, który nie mógł dojrzeć przez kilka miesięcy, jednak po dopracowaniu ma wiele do zaoferowania. Mamy tu oczywiście dwa standardy modułów. Większy pod gniazdo JR i mniejszy pod gniazdo JR Slim. Oba posiadają ekrany i manipulatory podobne do tych z TBS Crossfire TX. Ghost może pracować z mocą do 350mW i jest to w pełni wystarczająca moc, aby przebić zasięgiem niemal każdy dostępny VTX pracujący na 5.8GHz. ImmersionRC zaimplementował w swoim nadajniku wybór profilu: pure race, race, normal i long range. Pure race ma oczywiście najmniejsze opóźnienia i działa z prędkością 222.22Hz (tzw. frame rate). Race to 160Hz, normal – 55Hz a Long range – 15Hz. Przewagą Ghost nad TBS Crossfire jest więc… rozmiar anteny oraz samego odbiornika. Nie widzę tu więcej powodów aby skupiać się na tym rozwiązaniu. TBS Crossfire działający na 868MHz może pracować z frame rate na poziomie 50Hz jeśli chcemy wycisnąć z niego maksymalny zasięg lub 150Hz jeśli zależy nam na szybkości połączenia. A ponieważ Crossfire stał się na tyle popularnym rozwiązaniem, że większość zawodników biorących udział w wyścigach chętnie korzysta właśnie z Crossfire’a, to TBS udoskonalił tryb Crossfire race i rekomenduje do tego ustawienie mocy nadajnika na 100mW. W ten sposób może startować do 8 zawodników bez obawy o zakłócenia. TBS Crossfire zdecydowanie przewyższa zasięgiem i dorównuje prędkością przesyłanych pakietów Ghost. ImmersionRC podobnie jak TBS oferuje odbiorniki zintegrowane z nadajnikami wideo.


ExpressLRS ma coś więcej do zaoferowania. Podobnie jak w kategorii 868MHz modułów i odbiorników mamy ogromny wybór, a że projekt jest młody i już zdobywa taką popularność to producenci chętnie wypuszczają nowe zabawki na rynek.

Pomiędzy modułami nadawczymi czy odbiornikami możemy przebierać dowoli. Cokolwiek wybierzemy, to różnica jest głównie w jakości wykonania… z małymi wyjątkami, o których naprawdę warto wspomnieć.

Nadajniki między sobą mogą się nieznacznie różnić maksymalną mocą z jaką mogą pracować (rzecz jasna standardem mocowania też, ale to już widać gołym okiem – JR, slim). Jeśli zależy nam na module z największą mocą, to mamy NAMIIMNO (full JR) mogący pracować z mocą do 1W oraz HappyModel ES24TX slim pro (slim), również do 1W. NAMIMNO posiada w ofercie dwa modele – VOYAGER pracujący na częstotliwości 868MHz oraz FLASH 2.4GHz. I jak zwykle w tym hobby decydując się właśnie na jeden z tych modeli musimy iść na pewien kompromis. Moduły NAMIMNO nie posiadają wbudowanego wifi. Nie powinniśmy jednak postrzegać braku wifi w tym module jako wadę decydującą o wyborze. Update przeprowadzimy bowiem standardowo jak na aparaturze z systemem Opentx – umieszczając odpowiedni plik w folderze firmware na karcie pamięci…


Decydując się na Happymodel mamy wszystkie funkcje jakie na dzień dzisiejszy można posiadać, jednak wybierając wersję „slim pro” polecam wersję V2. Różnica pomiędzy pierwszą serią a V2 jest znacząca. W wersji V2 działa telemetria podczas gdy w V1 może się zdarzyć, że otrzymamy moduł, w którym telemetria nie działa. W takim wypadku opcje mamy dwie: zwrot modułu i zakup nowego lub prosta modyfikacja za pomocą małego kawałka kabla oraz kondensatora SMD 0603 470nF. Bardzo prosty zabieg, który wymaga jednak odrobinę precyzji z uwagi na lutowanie małych elementów SMD. W większości przypadków powinniście jednak napotkać już wersję V2.

Moduły występują w wersjach o różnej mocy. Najniższa moc - do 250mW, co jednak w zupełności wystarcza. Jak już wspomniałem, mówimy tu przecież o Express LRS wykorzystującym magię modulacji LoRa. Mamy więc niski poziom zakłóceń, duży zasięg przy niskim poborze energii i piekielnie szybkie połączenie – frame rate = 500Hz (w TBS Tango 2 opcja 500Hz nie działa, podejrzewam, że to jednak kwestia czasu).


Mogło by się wydawać, że w porównaniu do takiego TBS Crossfire TX czy TX Lite o mocy do 2W w dodatku pracującego w częstotliwości 868MHz, jakieś marne 250mW i jeszcze 2.4GHz to zaiste marne osiągi. Chcąc jednak skorzystać z tak dużej mocy w modułach Crossfire wymagane jest zewnętrzne zasilanie modułu już powyżej 500mW. Związane jest to głównie z tym, że moduł zasilany jest z naszego radia szyną 5V do 6,5V. W express lrs moduły 2.4GHz do 1W nie wymagają dodatkowego zasilania, ale za to wymagają aktywnego chłodzenia i to najlepiej już od 250mW szczególnie w trybie pracy 500Hz. Coraz więcej modułów oferowanych jest z wbudowanym wentylatorkiem. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby wykonać drobną modyfikację i zaopatrzyć nasz moduł w aktywne chłodzenie. W najprostszej wersji wystarczy kilka otworów w obudowie modułu i wentylatorek o wymiarach ok 20x20x6mm. Będzie on jednak pracował bez przerwy po zasileniu modułu.


Na co możemy liczyć przy 250mW? Nie jestem pewien czy ktoś już to sprawdził przy module ustawionym poniżej 500Hz frame rate. Bo trzeba wspomnieć, że wartość frame rate, również ma wpływ na zasięg. Na pewno jednak, latając na odległości powyżej 5km opóźnienia nie mają aż takiego znaczenia. Zwyczajnie sama odległość robi swoje i opóźnienie z pewnością będzie większe wraz ze wzrostem dystansu. Osobiście zauważyłem też, że ustawienie 500Hz powoduje, że przez jakiś czas moje latanie staje się mniej płynne. Każdy, nawet najdelikatniejszy ruch drążka aparatury przekłada się na natychmiastową reakcję drona. Oczywiście, można ustawić taki np. BetaFlight aby nieco bardziej „wygładzał” nasze ruchy, ale jaki sens mają wtedy najniższe opóźnienia, super precyzyjne gimbale w aparaturze i cała masa innych zabiegów w walce o precyzję i super hiper niskie opóźnienia? I znów wspomnieć należy o małym, acz istotnym szczególe: drążki/gimbale czy „te patyczki” - jak nazwał to niedawno jeden z moich obserwatorów podczas zmagań z ustawieniami – mogą pracować z częstotliwością odświeżania 500Hz pod komendą EdgeTX – nieco dynamiczniej rozwijany niż ospały ostatnio OpenTX. Wydaje się więc, że do grona uprzyjemniających nasze hobby zapaleńców dołączył kolejny team deweloperów i na dodatek usprawniając jeszcze Express LRS. Nieco więcej o EdgeTX przeczytacie w tym artykule: EDGE TX - czy nowe znaczy lepsze?


Wracając do modułów… Mamy jeszcze do wyboru moduły od takich producentów jak HGLRC, HIYOUNG, BetaFPV, a możemy również wykorzystać moduł ImmersionRC GHOST – tutaj uwaga: wgranie ExpressLRS do modułu GHOST jest bezpowrotne (przynajmniej tak było, kiedy jeszcze śledziłem temat Ghost’a, co z czasem może się zmienić). Tzn. nie cofniemy tej modyfikacji. Mimo to uważam, że mając już jakikolwiek moduł, nie ma sensu kupować kolejnego. Każdy jednak ma wybór, a idąc w nieznane – gdy chcemy spróbować czegoś nowego – trudno zdecydować się na kompletną stratę tego co już znamy, jest sprawdzone i działa. To, całe szczęście, nie mój dylemat.


Oczywiście jak na nowoczesny system open source przystało, mamy możliwość wykorzystania dowolnego odbiornika ExpressLRS z dowolnym modułem, pod warunkiem, że oba urządzenia będą pracowały na tej samej wersji softu z takimi samymi ustawieniami. Bo o tym, że oba muszą być w standardzie 2.4 GHz mam nadzieję nie trzeba nikomu przypominać. Z odbiorników do wyboru mamy kształty, kolory i rozmiary… Kolorów jest mało, rozmiarów 2 – można by powiedzieć „standardy” i ten trzeci, trochę wyjątkowy.


Standardy, to maleństwa o wymiarach 11x11mm, nieco większe o wymiarach 16x10mm (czyli jak crossfire nano rx) oraz ten trzeci – nieprzeciętny. Firma Matek – znana z dobrej jakości swojej elektroniki, pokazała swoją wersję odbiornika. Jest nieco większy od wszystkich pozostałych (27mm x 15mm), ale za to posiada mały booster na telemetrii. Podczas gdy standardowe odbiorniki mają najczęściej możliwość wysyłania telemetrii z mocą ok 5mW do 25mW, to Matek; można by powiedzieć – zaszalał i ma moc 22.5dBm co przekłada się na moc ok 177mW dla wersji z „tradycyjnymi” antenami oraz 20dBm – 100mW wersja z anteną ceramiczną.

Większość odbiorników (a chyba nawet wszystkie w standardzie 2.4GHz) występują w wersji z normalną anteną (najczęściej „T”) lub anteną ceramiczną. Swoją drogą anteny te wcale nie są ceramiczne, a zwyczajnie z tworzywa z nadrukowaną/wtopioną anteną. To producenci odbiorników nazywają je ceramicznymi z uwagi, iż takie anteny istotnie na półkach z częściami SMD występują, a te z tworzywa są do nich podobne i tańsze w produkcji.

Wiecie, to jakbyście chcieli kupić w chinach mercedesa. Idziecie do salonu, oglądacie mercedesa. Jednak stwierdzacie, że wolicie BMW. Żaden problem, przychodzi obsługa, zmienia znaczki i gotowe. A że nie wygląda to ani jak Mercedes ani jak BMW… W tamtym świecie powiedzenie „nasz klient, nasz pan” wchodzi na zupełnie inny poziom.


Skoro już tak otwarcie chwalimy Express LRS, to dodajmy jeszcze rewelacyjnie rozwiązaną sprawę aktualizacji. Najlepszy do tej pory pod tym względem był Crossfire. Aktualizacja odbiorników poprzez OTA (Over The Air) jest wygodna, ale i tak często chcąc zaktualizować soft w odbiorniku musiałem „kliknąć” ten mały zasrany przycisk, schowany gdzieś w dronie, przykryty koszulką termokurczliwą dla ochrony samego odbiornika… W ExpressLRS robimy to inaczej. Update możemy wykonać na co najmniej dwa sposoby:

1. Tzw. passthrough – odbiornik zainstalowany w dronie, podpinamy kabel usb do kontrolera lotu i robimy update.

2. Przez wifi – w sofcie ELRS zaszyta jest genialna funkcjonalność – po określonym czasie od zasilenia drona, jeśli nie włączymy aparatury, to odbiornik przełączy się w tryb wifi (zdecydowana większość odbiorników posiada wifi). Odbiornik jednak nie łączy się z żadną siecią, a jest w tym momencie nadajnikiem. Wyszukujemy sieć (standardowo „ExpressLRS” – i takie też jest hasło tej sieci) i pojawia nam się strona z możliwością załadowania nowego softu, który wcześniej powinniśmy pobrać. Właściwie to sami go kompilujemy za pomocą odpowiedniego konfiguratora. Update można przeprowadzić za pomocą PC lub dowolnego smartfonu. Bez żadnego wciskania czegokolwiek. Niektórych swoich odbiorników dawno już nie widziałem na oczy ;) Genialne rozwiązanie. Zapisuję w telefonie soft, którego używam – na wszelki wypadek, gdybym zapomniał zaktualizować soft w którymś odbiorniku. Zapisuję też najnowszy soft jaki się pojawi, żeby przetestować. Jeśli cokolwiek mi nie odpowiada lub coś nie działa, można dosłownie w 3 minuty wrócić do poprzedniego. Czasem zmiany w sofcie mogą być tak mało istotne (np. naprawa błędu w konkretnym odbiorniku, którego akurat nie używamy), że nie warto tracić czasu na aktualizację 15 pozostałych odbiorników, więc wracamy do poprzedniego.


Tzw. bind’owanie (połączenie naszej aparatury z odbiornikiem) w ExpressLRS, również realizowane jest tak, że prościej się już chyba nie da. Podczas aktualizacji softu w naszym nadajniku, wpisujemy frazę, którą używamy jako swego rodzaju hasła/odzewu. Tę samą frazę wpisujemy aktualizując nasze odbiorniki. Włączamy radio, włączamy drona i… latamy. Żadnych przycisków, specjalnych procedur. Prosto i bezpiecznie.

Dla porządku (lub dla żartu) wspomnijmy, że oczywiście FrSky również wprowadził możliwość aktualizacji swoich odbiorników przez OTA. Wg. FrSky wygląda to tak: bierzemy nowy odbiornik, montujemy w dronie, przeprowadzamy rejestrację odbiornika w naszej aparaturze poprzez WCIŚNIĘCIE tego pi…. maleńkiego przycisku w odbiorniku, po zarejestrowaniu możemy przeprowadzić aktualizację… Super prawda?

Hej, nie jestem „hejterem”, od wielu lat użytkuję aparatury FrSky i jestem bardzo zadowolony. Nigdy mnie nie zawiodły.


Podsumowując standard 2.4GHz – wybieramy Express LRS. Można dyskutować oczywiście, ale po co? W tym wypadku obecnie w standardzie 2.4GHz Express LRS jest najlepszy. To dobrze dla nas. Użytkowników. Jeśli, ktoś będzie chciał pokazać coś nowego, to musi się postarać i pokazać coś przynajmniej równie dobrego lub przynajmniej mającego inne zalety, równie dla nas ważne.

· Najtańsze nadajniki i odbiorniki

· Kompatybilne pomiędzy różnymi producentami

· Najlepszy zasięg

· Najmniejsze opóźnienia

· Najmniejsze odbiorniki

· Najbardziej odporne na zakłócenia

· Małe anteny (dotyczy 2.4GHz w ogóle)

· Update przez wifi, passthrough…


Nie ukrywam, że bardzo ostrożnie podchodziłem do Express LRS. Testowałem 868MHz i 2.4GHz. Nie wierzyłem, że kiedykolwiek wrócę do częstotliwości 2.4GHz dla odbiorników w moich dronach. Testowałem długo, przerobiłem różne problemy i awarie, ale zdecydowanie na dzień dzisiejszy, to porządne, wygodne i - słowo klucz – „wystarczające” dla mnie rozwiązanie. Choć Crossfire leży już jakiś czas na półce, to jednak nie zamierzam się go jeszcze pozbywać. Ale ExpressLRS w standardzie 868MHz też odłożyłem na razie na bok. Dwa różne standardy są jednak czasem przydatne – o tym kiedyś napiszemy przy okazji profesjonalnego/przemysłowego wykorzystania dronów.


Słowo klucz – „wystarczające” – co dla Was jest wystarczające? Na jaki standard częstotliwości się zdecydować i w końcu jaki moduł wybrać?

Możliwości mamy oczywiście więcej niż przytoczone powyżej przykłady. W takim 433MHz oprócz naprawdę porządnego DargonLinka, mamy też Orange LRS – moduł dostępny w sklepie HobbyKing. Sprzedawany jako sam moduł, bez wgranego oprogramowania. Ten należy sobie wgrać samemu, po wcześniejszej konfiguracji. Mamy rodzimy eLeReS, którym przestałem się interesować jakieś 5 lat temu, choć może być całkiem dobrym rozwiązaniem.

433MHz to naprawdę rewelacyjne rozwiązanie, jeśli chcemy bawić się w ekstremalnie długie wyprawy samolotami rc lub jakimikolwiek innymi urządzeniami zdolnymi pokonywać takie dystanse.

868MHz to z kolei taki złoty środek pomiędzy LongRange a wygodą użytkowania. Najbardziej uniwersalna częstotliwość. I pomimo możliwych zakłóceń wpływających np. na GPS, to jednak ważną zaletą w lataniu na duże odległości, jest możliwość wykorzystania standardu wideo 2.4GHz (przy 1.2-1.3GHz dla wideo, 868MHz może poważnie wpływać na zakłócenia) przy zachowaniu stosunkowo niewielkich komponentów całego ekosystemu 868MHz.


2.4GHz staje się nowym „uniwersalnym” standardem – pomijając naprawdę standardowe nadajniki wbudowane w aparatury, które po kilku miesiącach i tak zdecydowana większość pilotów FPV pragnie rozbudować o coś porządniejszego. Rozważając 2.4GHz jako ten najbardziej uniwersalny i najlepszy dla nas moduł, warto pamiętać o ograniczeniu jeśli chodzi o Long Range. I ograniczenie nie pochodzi bezpośrednio z samego standardu 2.4GHz czy ExpressLRS, GHOST czy innego. A ze współpracy z nadajnikami wideo. Chcąc latać na znaczne odległości, warto brać pod uwagę, że 5.8GHz dla naszego obrazu, to spore ograniczenie zasięgu. 2.4GHz dla przesyłanego obrazu oczywiście odpada, a 1.2GHz może jeszcze być zakłócane przez nasz odbiornik i jego telemetrię… Tu warto jeszcze poszukać dokładnych informacji, gdyż ja osobiście przy większych odległościach korzystałem z 868MHz link + 2.4GHz wideo. Mimo wszystko, po wielu godzinach w powietrzu i w zróżnicowanym środowisku, 2.4GHz, a w szczególności ExpressLRS staje się wyborem nr 1 w FPV.


Dla dopełnienia obrazu, dodajmy jeszcze kilka przydatnych informacji:

  • przy częstotliwości 868MHz mamy do wykorzystania pasmo o szerokości ok 2MHz, stąd mała liczba jednocześnie mogących się znaleźć w powietrzu pilotów (przy 915MHz – 15MHz)

  • dla częstotliwości 2.4GHz ta przestrzeń wynosi już 76MHz. Możemy więc uczestniczyć w jakimś festynie pilotów rc, bez obaw o zakłócenia.

Dodatkową przewagą systemów pracujących z częstotliwością 2.4GHz nad tzw. sub-GHz (433/868MHz) jest brak zakłóceń harmonicznych, które (nakładające się na siebie fale o tej samej częstotliwości) mogą wpływać na pracę odbiorników GPS. A GPS pracuje właśnie w pasmie 1.5GHz, stąd przy korzystaniu z TBS Crossfire oraz odbiornika GPS należy zwrócić szczególną uwagę na ich odpowiednie odseparowanie.

Obecne rozwiązania pozwalają z wykorzystaniem częstotliwości 2.4GHz latać na dystanse niedawno zarezerwowane tylko dla modułów 868MHz. Z punktu widzenia entuzjasty FPV wykorzystującego drony do freestyle’u w miejscach z wieloma przeszkodami, kręcenia filmów i latania na dystansie do 5km, 2.4GHz jest fantastycznym wyborem. I nic nie stoi na przeszkodzie latać nawet do 30km.

27 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie